Księżniczki na szlaku

W dniu konkursowym, czyli bodajże w czwartek, gang ósemkowych księżniczek wyruszył na szlak w kierunku zamku Karpień. Dzień zapowiadał się wyborny na taką miłą i lekką przechadzkę. No i był nawet pracowity, bo to trzeba było teksty piosenek dostarczyć Gabrysi, a to podkład muzyczny Aniołkom Grocha zorganizować, a to inne rzeczy załatwić, a przy tym wszystkim wyglądać ładnie i uroczo, jak to na księżniczki przystało. Narobiłyśmy się, że hej 🙂 Wierzcie nam na słowo.

W końcu jednak udało nam się opuścić zaciszne progi w Jubilacie, jednak jak wieść gminna niesie księżniczki swoje zdanie mają, więc od samego początku było dość alternatywnie i żeby się nie przemęczać od razu, to tu skręciłyśmy, tam podeszłyśmy i tak skróciłyśmy by szlakiem błękitnym, jak nasza książęca krew, podreptać, z iście królewskim dostojeństwem, na Trojak. Dalej przez Skalną Bramę doszłyśmy z uśmiechami na twarzach do Rozdroża Zamkowego, gdzie czekały na nas same niespodzianki. Po pierwsze czekał na nas punkt kontrolny, a na nim sędzia Andrzej i Prezes. Po drugie okazało się, że nawet wyszłyśmy z prawidłowej ścieżki, co nas niezmiernie ucieszyło 🙂 Po trzecie, jak największe gwiazdy na czerwonym dywanie podczas gali Oskarów, zostałyśmy obfotografowane. Po czwarte wyjechali ku nam jeźdźcy na koniach…, ale szybko uciekli w las. Od razu widać, że kiepscy z nich rycerze byli. Po piąte czekała na nas uczta z ulubioną książęcą przekąską, jaką jest mielonka turystyczna!!! Po szóste w drodze z Rozdroży do Zamku zyskałyśmy obstawę składającą się z męskiej części rodu Maszerów. Postanowiłyśmy więc ruszać dalej…

Raz dwa podeszłyśmy pod Zamek, i od razu siup na górę, aby odnaleźć zarys wieży i czekać tam na wyśnionych rycerzy na białych koniach… Niestety się nie pojawili, może za krótko tam czekałyśmy, ale… mały sukces był bo, obecni na dole panowie z zaprzyjaźnionych drużyn krzyczeli, ze nas uratują. Smoka ziejącego ogniem ani złej czarownicy też nie było, więc zasmucone i nie ratowane przez nikogo, ruszyłyśmy w dalszą drogę. Obserwując jednak czerwoną ścieżkę spacerową nr trzy i chaszcze, przez które musiałyśmy się przedzierać, zaczęłyśmy delikatnie wypatrywać szerszych duktów, cały czas myśląc o tych panach w ślących zbrojach, którzy raczej po krzakach chodzić nie będą by szukać księżniczek. W końcu trafiłyśmy na taką i niby gubiąc właściwą drogę i mało czytelne oznakowanie, ruszyłyśmy nią na złamanie karku w dół. Nie uszło to uwadze Prezesa, ale uroczo mu pomachałyśmy i pomknęłyśmy dalej J

Po drodze zebrałyśmy do swojej grupy przedstawicieli zaprzyjaźnionego „Mazowsza” i poszłyśmy dalej. I tak szłyśmy i szłyśmy klucząc różnymi ścieżkami i napawając swe oczy zielenią lasu, aż podjęłyśmy arcyważną decyzję, że trzeba szybko do komnat wracać by piosenkę trenować. Tak więc obrałyśmy ścieżkę w dół, wracając na nasz ulubiony niebieski kolor ścieżki i raz dwa doszłyśmy do Lądka. Po drodze dezerterki poszły na pifko, ale cel wyprawy został osiągnięty, a księżniczki cało i zdrowo dotarły na konkurs piosenki, ale on to już zupełnie inna historia 🙂

A.

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *